Przed i Po - 5 tygodni diety dr Ewy Dąbrowskiej
Przed i Po – 5 tygodni diety dr Ewy Dąbrowskiej
08/03/2020
Camino de Santiago - 15 praktycznych rad
Camino de Santiago – 15 praktycznych rad
10/03/2020
Show all

Moje Camino – historia szczera do bólu

moje camino - historia szczera do bólu

Po pięknej, ogromnej plaży w Somo spacerowały kobiety z bujającym się nagim biustem, a ja przedzierałam się przez piach w sandałach, skarpetach i kowbojskim kapeluszu. One opalają torsy, przyciągają uwagę mężczyzn i cieszą się latem, a ja umęczam… Poznaj moje camino – historię szczerą do bólu.

Przyznam szczerze, że moje camino (w 2018 roku) było bardzo moje i troszkę oszukane. Dlaczego? Zacznijmy od tego, że miałam zacząć w Irun, ale ze względu na to, że mój autobus z Barcelony przejeżdżał przez San Sebastian, do którego miałam z powrotem dojść następnego dnia (co wydawało mi się kompletnie nielogiczne!), zdecydowałam się zacząć w San Sebastian. Pierwsze 2 dni były dla mnie bardzo przyjemne. Potem zaczęła się katastrofalna przygoda obuwnicza. Trzeciego dnia pojawiły się pierwsze odciski (zaczęłam wędrówkę w butach do biegania marki Asics, niestety wkładki były lekko zużyte), po kilku dniach za 100 euro kupiłam niskie buty górskie Salomona. Nie dałam rady w nich chodzić – okazuje się, że moja prawa kostka jest kilka milimetrów niższa niż standardowa, dlatego twarda konstrukcja współczesnych butów sportowych uciska ją tak mocno, że po godzinie nie mogę już chodzić. Po kilku dniach nowe Salomony podarowałam pewnej dziewczynie w hostelu, tymczasem chodziłam w tanich sandałach i skarpetach. Rozpadły się. Kupiłam zatem Skechersy – w sklepie chodziło mi się w nich jak na chmurkach. Niestety są bardzo miękkie przez co stopa w nich mocno pracuje i po 10 km zrobią Ci odciski wielkości piłki golfowej. Wielki kryzys przyszedł 14 dnia mojego camino. Szłam właśnie w Skechersach. Po 10 km najpierw się modliłam, potem płakałam, a potem przeklinałam. Miałam 11 odcisków na 2 stopach i po prostu nie mogłam już iść dalej.

Zdecydowałam się zejść z trasy żółtych strzałek. Poczułam ogromną ulgę i wolność. W końcu camino robiłam dla siebie – to moja droga, moje przeżycie, moje cierpienie i moja decyzja.  Złapałam stopa do niedalekiego miasta, kupiłam buty ostatniej szansy – sandały trekkingowe KEEN (które niestety mają niewielką ilość skóry, a ja staram się być jak najbardziej wegańska; gdybym nie kupiła tych butów, musiałabym jednak przerwać moje camino 14 dnia, a nie byłam jeszcze gotowa się poddać), pojechałam autobusem 60 km dalej do miasteczka Llanes otoczonego górami, gdzie 3 dni odpoczywałam, spędziłam też 1 noc w Cudillero. Przeskoczyłam pewnie ze 160 km. Ale po kilku dniach mogłam chodzić bez bólu. KEENy uratowały moje camino. Doszłam do Santiago. Do Fisterry Pojechałam już autobusem. Moje ciało odmówiło posłuszeństwa.

Camino jest bardzo wymagające. Przeżyłam na nim jednak kilka bardzo pięknych, duchowych momentów – głównie wtedy, gdy byłam sama otoczona naturą. W jednym miejscu poczułam, że właśnie tak wygląda niebo. Wypełnione ciszą i całkowitym spokojem.

Rozmawiałam z niesamowitymi ludźmi, którzy otworzyli mi oczy na wiele spraw. Szłam głownie jednak sama, gdyż chciałam medytować podczas marszu. Camino jest pięknym, niezapomnianym przeżyciem. Próbą samego siebie. Nie jest to prosta próba. Warto jednak się jej podjąć.

Pielgrzymi znajdują się poza czasem. Największymi naszymi problemami są: bolące stopy, dostęp do pitnej wody, ciężar na plecach, schronienie na noc, znalezienie czegoś do jedzenia i dobrych chaszczy na siku. I nic więcej. Codziennie poruszamy się do przodu o jakieś 17-30 km. Śmiesznie mało. W 20-30 minut pokonamy tą samą trasę samochodem. Za grosze. A my idziemy cały dzień. W upale i deszczu. Liczy się tylko cel, byle zrzucić ciężar z pleców i buty ze stóp. I odpocząć na chwilkę.

Po pięknej, ogromnej plaży w Somo spacerowały kobiety z bujającym się nagim biustem, a ja przedzierałam się przez piach w sandałach, skarpetach i kowbojskim kapeluszu. One opalają torsy, przyciągają uwagę mężczyzn i cieszą się latem, a ja umęczam. Ale spokój, który odnajduję idąc i radość z tak pięknego, prostego życia jest niezwykła.


Jeśli wybierasz się na camino, koniecznie przeczytaj wpis Camino de Santiago – 15 praktycznych rad


Życzę Ci, abyś i Ty odnalazł w sobie spokój, radość i miłość. Czy już przeszedłeś swoje camino? Jakie były Twoje doświadczenia? Podziel się nimi w komentarzu poniżej.


Może zainteresują Cię także moje inne wpisy:

Maria Inspires
Maria Inspires
Nazywam się Maria Durczyk. Kocham podróże, ilustrowanie, ludzi. Podróżuję do bliskich i dalekich krajów oraz ku zdrowiu i wewnętrznemu spokojowi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *