Moje doświadczenia z HelpX-em

Za co uwielbiam Puerto Vallarta, Meksyk
Za co uwielbiam Puerto Vallarta, Meksyk
22/02/2020
San Pancho Meksyk na dzień czy na zawsze
San Pancho na dzień czy na zawsze?
01/03/2020
Show all

Moje doświadczenia z HelpX-em

moje doświadczenia z HelpX-em Helpx wolontariat wymiana

Marzysz o podróżach, ale nie masz dużo pieniędzy? Spróbuj HelpX-u. Zostań wolontariuszem i za kilka godzin pracy dziennie, ciesz się noclegiem oraz nieodpłatnym wyżywieniem. Połącz HelpX z Couchsurfingiem i przez cały wyjazd nie zapłacisz ani grosza za nocleg.

Czym jest HelpX?

HelpX to strona internetowa, która udostępnia listę gospodarzy (m.in. właścicieli  hosteli, farm organicznych, a nawet łodzi). Za kilka godzin pracy dziennie, host zaoferuje Ci nocleg i wyżywienie lub częściowe wyżywienie.

HelpX nie jest jedyny – istnieje więcej takich stron. Osobiście korzystam z HelpX-u, gdyż posiada w swojej bazie tysiące hostów z całego świata i jednocześnie jest tańszy (20 euro za konto premium ważne przez 2 lata) niż Workaway, WorldPackers czy WWOOF (tu tylko gospodarstwa rolne). Możesz spróbować również darmowej strony VolunteersBase. Dysponuje ona jednak zdecydowanie mniejszą bazą gospodarzy.

Moje doświadczenia z HelpX-em

1. Mój pierwszy HelpX w Szkocji

O HelpX-ie pierwszy raz usłyszałam od mojego hiszpańskiego współlokatora podczas wolontariatu europejskiego w Rumunii. Mario tak bardzo polubił pracę w hostelu w miasteczku Oban, że zamiast miesiąca został tam aż 3. Kiedy poznałam jego historię, od razu założyłam konto na www.helpx.net i napisałam do Backpackers Plus (Host ID: 10490). Następnego dnia otrzymałam pozytywną odpowiedź! Pokochałam to miejsce z całego serca. Razem z 8 innych helperów z całego świata sprzątałam średnio  3 godziny dziennie 6 dni w tygodniu (otrzymywałam w zamian łóżko oraz śniadanie kontynentalne), co pozwalało mi na dokładne poznanie okolicy oraz odwiedzenie pobliskich wysp – z Oban wypływają promy na Isle of Mull, Lismore oraz moją ulubioną Kerrerę. Tak bardzo spodobała mi się Szkocja i atmosfera panująca w hostelu, że po powrocie z 2-tygodniowych wakacji, od razu złożyłam wypowiedzenie w Polsce i po miesiącu byłam już z powrotem na wyspach.

Uwaga: Gospodarze najczęściej bardzo szybko odpowiadają, dlatego nie pisz na raz do zbyt wielu 😉

2. W bambusowej chatce w Tajlandii

Swoją 5-miesiączną azjatycką przygodę w 2018 roku rozpoczęłam w Tajlandii. Po 3 dniach w Bangkoku, ruszyłam do Kanchanaburi, by przez miesiąc pomagać w Our Land Nature Reserve (host ID: 51968).

Długo zastanawiałam się, czy aplikować do tego hosta. Otóż w biedniejszych krajach takich jak Tajlandia, Indie czy Nepal często gospodarze proszą o pieniądze za możliwość pracy u nich. Nie przesłyszałeś się! Musisz komuś płacić, aby pozwolił Ci u niego pracować i mieszkać. Kwoty te nie są jednak wysokie – to około 5-10 dolarów dziennie (wyżywienie i nocleg są w to wliczone). Czy warto? Czasem tak. Pamiętaj, że są to naprawdę biedne kraje i w ten sposób pomagasz lokalnej rodzinie, małej firmie lub organizacji pozarządowej, najczęściej otrzymujesz w zamian niezwykle interesujące doświadczenie (w tym np. możliwość codziennego praktykowania jogi czy medytacji). W moim wypadku za miesiąc w Our Land zapłaciłam 250 dolarów. Przez ten czas cieszyłam się niezwykle smacznym jedzeniem (nie było problemu z moim weganizmem), mieszkałam w bambusowej chatce, poznałam życie prawdziwych Tajów, ludzi z plemienia Karen, a także ekspatów z Indii w Tajlandii, spędziłam noc na bezludnej wyspie na rzece Kwae Yai, wielokrotnie spływałam rzeką, zobaczyłam dzikie słonie (nawet przed jednym musiałam uciekać w nocy!), poznałam pracę „zaklinacza węży” (łapie węże, które zdecydowały zamieszkać w czyimś domu bądź ogrodzie i wypuszcza je w bezpieczne miejsce np. w parku narodowym), miałam okazję oprowadzać grupy po małej dżungli i trenować łapanie węży, wiele się nauczyłam o naturze Azji Południowo-Wschodniej i samowystarczalności.

Gdybym przez miesiąc samodzielnie podróżowała po Tajlandii wydałabym prawdopodobnie 2 lub 3 razy tyle i byłaby to bardziej powierzchowna podróż. Nie żałuję tej decyzji. Może jedynie zostałabym 2 tygodnie zamiast 4 (w 2 tygodnie doświadczyłam większości rzeczy, które ten pierwszy prywatny rezerwat przyrody w Tajlandii miał do zaoferowania). To w Our Land dowiedziałam się o możliwości odbycia wolontariatu w sierocińcu Bamboo School, gdzie spędziłam kolejne 10 dni (tu mieszkałam w innej bambusowej chatce, za nic nie płaciłam, była to jednak cięższa praca, nie do końca też podobało mi się nastawienie założycielki tego domu dziecka – była bardzo surowa i dość oschła w obyciu).

3.Tydzień na rajskiej wyspie w Indonezji

Jeśli wybierasz się do Indonezji, chcesz poznać życie lokalnych mieszkańców i wziąć udział w projekcie mającym na celu przerwanie kręgu ubóstwa poprzez edukację młodzieży, rozważ wolontariat w maleńkiej muzułmańskiej wiosce na wyspie Lombok (Host ID: 44218). Spędziłam tu tylko 6 dni. Naprawdę było warto. Uczyłam młodzież języka angielskiego 2 godziny dziennie za co otrzymywałam nocleg. Posiłki sama kupowałam w lokalnych restauracyjkach za grosze (uwaga: indonezyjskie jedzenie jest bardzo pikantne). Czułam się jak gwiazda – każdy chciał mnie poznać. Zostałam zaproszona do domu pewnej uczennicy, jeździłam na skuterze z 14-latką (jako pasażer!). Mój gospodarz był przemiły, zabrał mnie dwa razy na wycieczkę nad morze oraz do innej szkoły języka angielskiego (nauka jest bezpłatna dla uczniów) na północy wyspy Lombok. Sawaludin zawiózł mnie również do portu, abym mogła złapać prom na wyspy Gili. Wolontariat na wyspie Lombok to świetny pomysł na spędzenie choćby tygodnia pomiędzy zwiedzaniem wysp Bali i Gili.

4. Z ekologiczną rodzinką w Hiszpanii

Jeśli chcesz nauczyć się języka obcego, idealnym rozwiązaniem będzie zostanie wolontariuszem przy rodzinie lub w lokalnej społeczności. Po przejściu Camino del Norte w Hiszpanii, spędziłam 2 tygodnie z ekologiczną, wegetariańską rodzinką. Ojciec znał angielski, matka tylko troszkę, ale ich dwuletnia, gadatliwa córeczka oczywiście nie. I to ona zmotywowała mnie do intensywnej nauki języka hiszpańskiego.  

5. Na bagnistych wzgórzach w Irlandii

Zawsze chciałam spróbować swoich sił w pracy na farmie organicznej. Kiedy podróżując po Azji Południowo-Wschodniej dowiedziałam się o corocznym Festiwalu Swatania w małej miejscowości Lisdoonvarna w Irlandii, postanowiłam połączyć te 2 ciekawe doświadczenia i zostałam helperem w The Boghill Center niedaleko Lisdoonvarny (Host ID: 3895) na 2 miesiące. Centrum ekologiczne to farma organiczna połączona z hostelem oraz miejscem, w którym odbywają się ciekawe zjazdy i warsztaty, tj. garncarstwo, joga, bebniarstwo, nawet Sweat Lodge Ceremony. The Boghill Center leży na odludziu. W zamian za 25 godzin pracy otrzymasz wegetariańskie posiłki (pyszne! Kiedy nie ma grup, gotujesz sam, ale masz dostęp do pudeł pełnych wszelkich wegetariańskich i wegańskich produktów, tj. miso, nieaktywne drożdże, orzechy, organiczne warzywa) oraz nocleg. Atmosfera jest bardzo zrelaksowana. Masz czas na własny rozwój, czytanie książek i spacery po okolicy. The Boghill Center leży 15 km od słynnych Cliffs of Moher, a z oddalonego o 10 km Doolin możesz wybrać się promem na mistyczne Wyspy Aran.

6. Z widokiem na wieloryby w Meksyku

Od ponad 3 tygodni jestem pomocnikiem w Casa Kraken Hostel w Puerto Vallarta w Meksyku (Host ID: 90134). Moje zadania to sprzątanie, obsługa recepcji i organizowanie wyjść dla gości – za około 25 godzin pracy w tygodniu otrzymuję nocleg i śniadania. Panuje tu bardzo przyjazna atmosfera. Uwielbiam Adelę – właścicielkę hostelu. Puerto Vallarta jest położone nad Oceanem Spokojnym. To miasto pełne turystów, rozrywki, plaż oraz możliwości nurkowania i snorkelingu w okolicy. Dobrze rozwinięta i tania komunikacja miejska pozwala na odwiedzenie licznych okolicznych miasteczek (malowniczych San Pancho, Sayulita) i plaż za miastem. Od grudnia do połowy marca możesz również obserwować wieloryby w zatoce. Widać je czasem nawet z brzegu.

Moja opinia o HelpX-ie

HelpX pomimo bardzo słabej estetycznie strony internetowej (wygląda jak z lat 90-tych!) jest obowiązkowy dla każdego budżetowego podróżnika. To nie tylko olbrzymia oszczędność, ale przede wszystkim sposób na powolne podróżowanie. Host będzie od ciebie oczekiwał przynajmniej tygodniowego zobowiązania – najczęściej jest to miesiąc (oczywiście warto negocjować długość pobytu 😉 – spotkałam ludzi, którzy od lat są pomocnikami w jednym miejscu!, sama też zostawałam krócej niż przedstawione w opisie wymagania. Po prostu zapytaj). Podczas tego okresu czasu, dokładnie poznasz okolicę z perspektywy lokalsów i nawiążesz nowe przyjaźnie.  Masz szansę również zdobyć nowe umiejętności – choćby na samowystarczalnej farmie organicznej.

HelpX jest jedynie pośrednikiem między podróżnikami i właścicielami firm na całym świecie. W razie kłopotów z gospodarzem radzić sobie będziesz musiał sam. Nigdy nie miałam problemów z żadnym hostem. Warto dla bezpieczeństwa wybrać miejsce, które ma przynajmniej jedną pozytywną opinię.


Moje doświadczenia z HelpX-em są bardzo pozytywne. Czy i Ty korzystasz podczas swoich wypraw z HelpX-u lub podobnych stron? Lubisz być wolontariuszem? Jakie są Twoje doświadczenia? Zostaw komentarz poniżej.


Zerknij również do innych wpisów:

Maria Inspires
Maria Inspires
Nazywam się Maria Durczyk. Kocham podróże, ilustrowanie, ludzi. Podróżuję do bliskich i dalekich krajów oraz ku zdrowiu i wewnętrznemu spokojowi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *